Łączna liczba wyświetleń

piątek, 31 lipca 2015

Rozdział VIII

Rozdział VIII

Akurat kiedy rozstawiałam talerze zjawiła się Alex z Willem. Po zjedzeniu, poszliśmy na górę i usiedliśmy u mnie w pokoju. Alex co chwilę zerkała nerwowo na brata.
- Powiecie o co Wam chodzi?- zapytałam.
Alex zaczynała już kręcić głową w geście zaprzeczenia, ale Will popatrzył na nią znacząco.
- Musimy jej to powiedzieć.- zwrócił się stanowczo do siostry.
- Jeszcze mamy na to czas.
- To nie może czekać, doskonale o tym wiesz.- warknął brat.
Jego siostra popatrzyła na mnie zatroskanym wzrokiem.
- Co musicie mi powiedzieć?? Co nie może dłużej czekać??
- Will ty zacząłeś ten temat, więc go skończ.- powiedziała stanowczo Alex.
- Tak, wiem.- zwrócił się do mnie.- Mel poczekaj chwilę, zaraz Ci wszystko wyjaśnię.
- Co wyjaśnisz?! O co wam do cholery chodzi?!- warknęłam
- Chodzi o to, że Ci którzy zginęli i się tobą zajmowali nie byli twoimi biologicznymi rodzicami.- powiedziała powoli Alex.
- Słucham?! Jak to?!
- Niestety, ale to prawda
- Kłamiecie.- zarzuciłam im.
- Nie, mówimy Ci prawdę, która była ukrywana przed Tobą od dzieciństwa.-wtrąca się Will.- To byli zwykli ludzie, którzy Cię adoptowali. Twoi biologiczni rodzice porzucili Cię dla twojego bezpieczeństwa.
Nie wytrzymałam. Czułam, że łzy napływają mi do oczu. Wybiegłam z domu. Usłyszałam za sobą wołanie Willa. Spojrzałam przez ramię i zauważyłam iż biegnie on w ślad za mną, lecz nie zwracałam na to uwagi. Biegłam prosto przed siebie. Kilka minut później znalazłam się na samym środku polany. Opadłam na ziemię i zaczęłam szlochać. Wiedziałam, że Will jest gdzieś nie daleko, ale nie chciałam, żeby mnie teraz znalazł. Teraz, w tym momencie liczyło się tylko to iż okłamywano mnie przez całe życie. Byłam tak tym zdenerwowana i nie chciałam, żeby ktoś mnie zobaczył. Zobaczyłam Willa jak stoi na drugim końcu polanki, rozglądał się na wszystkie strony. Zupełnie tak jakby mnie nie widział. Popatrzyłam na siebie i ze zdziwieniem stwierdziłam, że wokół mnie utworzyła się jakaś błękitna pajęczynka. To pewnie przez nią Will nie może mnie zobaczyć. Stałam się dzięki niej niewidzialna.
Zobaczyłam smutek i zaniepokojenie na jego twarzy. Pośpiesznie wytarłam mokre ślady z policzków. Czułam , że ściskam coś w ręku, lecz nie zdążyłam nawet zerknąć w dół. W mojej głowie pojawiła się myśl- Chciałabym, żeby ta pajęczynka zniknęła, żeby Will mnie ujrzał. Podziałało. W jednej sekundzie Will trzymał mnie w swoich ramionach głaszcząc mnie po głowie. Chyba przypomniał sobie co się stało, bo odsunął się ode mnie na kilka centymetrów bacznie mi się przyglądając.
- Jak to zrobiłaś?- zapytał przestraszony.
- Ja sama nie wiem.- przyznałam szczerze.
Teraz przypomniałam sobie, że cały czas ściskam coś w dłoni. Otworzyłam ją i wypad z niej jakiś błyszczący na błękitno, gładki kamień.
- Skąd go masz?
- To?- pytam zdziwiona.
- Tak, ten kamień.- burknął.
- Ymm… Ja nie wiem… Jak tutaj biegłam to go nie miałam, dopiero jak pomyślałam o tym, że nie chcę, żebyś mnie zobaczył to pojawiła się wokół mnie jakaś pajęczynka i wtedy dopiero poczułam, że mam coś w ręku. Tak jakby sam się tam zmaterializował.- wyznałam.
Spojrzał na mnie, ale nie mogłam niczego z niej wyczytać, bo jego grobowa twarz skutecznie ukryła wszystkie uczucia.
- To wyjaśnia dlaczego nie widziałem Cię.
- Tak?
- Tak. To jest Regalem.- widząc moją minę wyjaśnia.- Z Łacińskiego Kamień Królewski.
- Co to jest?- pytam zagubiona.
- Ten kamień pochodzi z klanu twego ojca. Tylko potomkowie rodu królewskiego mogą go używać. Powinien błyszczeć wtedy na biało.- tłumaczył.
- Ale ten świeci na błękitno.- histeryzuje.- Ej moment, tylko potomkowie rodu królewskiego? To znaczy, że jestem księżniczką?
- Tak jesteś księżniczką.- odpowiada.- A wracając do kwestii kamienia to on świeci inaczej, ponieważ Ty masz w sobie krew błękitną.
- Błękitną?- za dużo tego jak dla mnie.
- Tak, jak Ci już kiedyś mówiłem, jesteś połączeniem dwóch klanów, co za tym idzie dwóch różnych krwi.
- No tak, tyle to wiem. Trudno by o tym zapomnieć.
- Ale nie powiedziałem Ci wtedy wszystkiego. - tu zrobił chwilę przerwy.- Twój ojciec jest królem Nieśmiertelnych, a Twoja matka królową Łowców, a ty masz w sobie krew ich obojga. Z tego wynika, że masz w sobie najczystszą krew, a co za tym idzie, jesteś najpotężniejsza. Takie połączenie nazywamy błękitną krwią. Ty możesz połączyć od dawna wrogie sobie klany , a przynajmniej tak mówi przepowiednia.- widząc moja minę dodał szybko.- To Ci wytłumaczę kiedy indziej, a teraz proszę chodź do domu.
W odpowiedzi skinęłam wolno głową i ruszyliśmy w stronę domu.
Byliśmy już na skraju lasu, kiedy trzy zakapturzone postacie zaatakowały nas. Will krzyczał do mnie, żebym uciekała, a sam zaczął wyprowadzać i blokować ciosy. Nie wiedziałam czy mam si go posłuchać i uciec, czy zostać i jakoś pomóc. Zdecydowałam, że zostanę, bo nie mogła zostawić samego. Nigdy ie wybaczyła bym sobie gdyby coś mu się stało. Sięgnęłam do kieszeni po kamień, który wcześniej tam schowałam. Podbiegłam do Willa, lekko dotykając jego ramienia. Wsunęłam rękę głębiej w kieszeń. Ledwie musnęłam jego zimną powierzchnię palcami, a my już staliśmy u mnie w salonie. Alex najwyraźniej nas usłyszała bo zbiegała już po schodach. „No tak mogłam się domyślić, że Will przekazał już wszystko Alex telepatycznie.”- pomyślałam. Zapomniałam ukryć swoje myśli, przez co Will je usłyszał i posłał mi pełne złości spojrzenie. Alex chciała do mnie podbiec i mnie przytulić, ale na widok kamienia w mojej dłoni stanęła jak wryta. „Ta, Will chyba przekazując jej to wszystko zapomniałeś o drobnym szczególe. Mam Regalem.”- teraz celowo posłałam mu te myśl, a kiedy odwrócił się by na mnie spojrzeć, obrzuciłam go rozbawionym wzrokiem.
- To byli Strażnicy.- powiedział Will.
Mi nic to nie mówiło, ale sądząc po ich minach wyglądało na to, że nic dobrego.
- Dlaczego zostałaś?!- warknął na mnie.
Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Byłam załamana tym co się stało. Dlaczego Ci Strażnicy zaatakowali akurat nas? Will miał skupioną minę. Czułam, że za wszelką cenę chciał wiedzieć o czym myślę, ale ja z premedytacją zablokowałam mu do tego wszelki dostęp. On nie zdaję sobie sprawy jak bardzo zabolało mnie to iż nakrzyczał na mnie za co, co powinno być oczywiste dla nas obojga. Sam mógł się domyślić tego, że nie mogłam go zostawić tam samego, bo go kocham i nie wybaczyłabym sobie tego jeżeli coś złego by go spotkało. „Jesteś kretynem, wiesz?! Nie zostawiłam Cię tam samego, bo Cie Kocham i nie chciałam, żeby coś Ci się stało!!”- wykrzyczałam do niego w myślach. Pobiegłam do siebie do pokoju. Alex chciała mnie zatrzymać, ale odepchnęłam ją. Drzwi zamknęły się za mną z trzaskiem. Oparłam się plecami o drzwi, osunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać. Usłyszałam kroki, zatrzymały się u mnie pod drzwiami.
- Mel, otwórz.- zapukał.
- Idź sobie!
- Przepraszam Cie, nie chciałem tak na Ciebie naskoczyć.- tłumaczył się.
Wstałam, wytarłam mokre ślady na policzkach i otworzyłam drzwi.
- Skarbie, przepraszam.- zrobił krok w moją stronę.
- Nie.- wyciągnęłam rękę i odepchnęłam go.- Odejdź. Masz stąd wyjść. Nie chcę Cię tu widzieć.
- Ale…- zaczął.
- Wyjdź.- rozkazałam.
-Kocham Cię, to się nie zmieni.- szepnął.
- Tylko, że ja już nie Kocham Ciebie.- skłamałam.
- Too… to nie możliwe.
- Zapomniałeś? Ja mam wybór!- wyciągnęłam rękę wnętrzem do góry, a na niej pod skórą pokazały się żyły. Nie białe tak jak u innych tylko błękitne.
- Tak, ale..
- Więc wyjdź!- przerwałam mu.
- Pamiętaj, że ja zawsze będę Cię kochał.- powiedział i zszedł na dół, a po chwili usłyszałam odgłos zamykanych drzwi. Sądząc po panującej w domu ciszy Alex wyszła razem z nim. Zostałam sama.

Rozdział VII

Rozdział VII

Leżymy z Willem na łózko w moim pokoju. Zaproponowałam mu, żeby został na noc. On z chęcią przyjął zaproszenie. Powiedział, że będzie mnie pilnował, że przy nim nic mi się nie stanie.
- Kocham Cię.- wyszeptał mi do ucha.
- Ja też Cię kocham.- odszepnęłam.
Po tych słowach zapadłam w twardy sen.
Obudziły mnie hałasy z kuchni. Spojrzałam na miejsce obok siebie. Było puste co znaczyło, że Will już wstał. Zbiegłam na dół, zobaczyłam go jak stoi przy kuchence i smaży jajecznicę na śniadanie. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się do mnie lekko.
- Jak Ci się spało księżniczko?- podchodzę do niego.
- Całkiem dobrze.- całuje mnie w czoło.
Odchodzę i zajmuje miejsce naprzeciwko. Wyciągam warzywa i zaczynam je kroić. Kiedy skończyłam, podałam je Willowi, żeby mógł z nich zrobić sałatkę. Nic nie mówiłam, tylko siedziałam i czekałam aż Will skończy. Po kilku minutach wszystko było gotowe. Siedzieliśmy w jadalni, kiedy usłyszeliśmy dzwoniący telefon. Poznałam, że to moja komórka. Pobiegła na górę, żeby odebrać.

***

Ten telefon wywrócił moje życie do góry nogami. Gdy schodziłam na dół poczułam jak po policzkach cieknął mi łzy. Zanim weszłam do salonu wytarłam mokre policzki i się troszeczkę uspokoiłam.
Zastałam Willa siedzącego na kanapie w salonie. Chciałam do niego podejść, ale nogi się pode mną ugięły i opadłam na podłogę. Will spojrzał w moją stronę. Błyskawicznie wstał i zaczął mnie podnosić. Bez jego pomocy nie byłabym w stanie w ogóle tego zrobić. Trzymał mnie w ramionach i ocierał łzy. O dziwo nie zauważyłam wcześniej, że znowu zaczęłam płakać. Widziałam, że on nic z tego nie rozumie. Nie miałam siły nic powiedzieć na głos, więc postanowiła przekazać mu to w myślach: „Moi rodzice nie żyją, zostali zamordowani.” Łzy dalej spływały mi po policzkach. Will dał już sobie spokój z ich wycieraniem. Przytulił mnie mocniej. Jakby sądził, że teraz, zaraz przyjdą też po mnie. W myślach powiedział do mnie, że wszystko będzie dobrze. Nie wierzyłam mu w ogóle. Nie wiedziałam co mam zrobić. W głowie zaczęły rodzić się różne pytania. Nie wiem kto, ani dlaczego mógłby to zrobić. Niestety mam wrażenie, że to jest związane ze mną i to kim jestem. No właśnie, a tak właściwie to kim jestem? Will mówił, że połączeniem dwóch klanów, ale jestem przekonana, że taki ktoś musi mieć jakąś nazwę. Muszę się tego wszystkiego dowiedzieć. Może poproszę Willa, żeby mi pomógł. On na pewno będzie wiedział gdzie można znaleźć informację na ten temat.
Zmęczyło mnie to wszystko. Will zaniósł mnie na górę i położył na łóżku.
- Musisz odpocząć.- głaskał mnie po policzku.
Kiwnęłam głową. Nie mam siły, żeby mu podziękować, więc uśmiechnęłam się do niego słabo. Will odpowiedział tym samym i położył się obok mnie. Odwróciłam się do niego plecami, a on przysunął mnie bardziej do siebie. Zamknęłam oczy.
Obudziłam się koło czternastej. Usłyszałam szum wody w łazience. Domyśliłam się, że Will bierze prysznic. Wstałam i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i zaczęłam je powoli jeść. Po kilku minutach Will dołączył do mnie. Miał mokre włosy i chodził bez koszulki. Czułam się dziwnie cały czas na niego patrząc, ale nie mogłam oderwać wzroku. Will zauważył, że się mu przyglądam. Uśmiechnął się do mnie, a ja speszona odwróciłam wzrok. Czułam jak oblewam się rumieńcem. Nikt oprócz niego tak na mnie nie działał.
- Jak się trzymasz?- wpatruje się we mnie.
- Nie jest najgorzej.- kłamię.
- Kiepsko kłamiesz.- mówi.- Powiedz prawdę.
- Sama nie wiem, może skołowana i troszeczkę smutna.- wyznaję szczerze.- Tak chyba nie powinno być. Wcześniej byłam załamana, ale teraz jest zupełnie inaczej.
Przez chwilę się nad czymś zastanawiał.
- Tak czasami jest. Nie przejmuj się.- pociesza mnie.
Kiwam głową. Choć nadal nie pojmuję dlaczego tak jest. Wstałam i poczłapałam na górę wziąć prysznic. Nie wiem dlaczego, ale pod prysznicem zły znów napłynęły mi do oczu. Próbowałam je powstrzymać, ale koniec końców zaczęły spływać mi po policzkach. Nie było aż tak źle. Wolałabym, żeby nikt nie widział moich łez, a zwłaszcza Will. Już nigdy nie mogę sobie pozwolić na płacz kiedy jestem w zasięgu jego wzroku.
Na dole zastałam Willa i Alex prowadzących zaciętą rozmowę. Kiedy mnie dostrzegli wymienili porozumiewawcze spojrzenia i umilkli. Alex pobiegła w moją stronę. Przytuliła mnie do siebie mocno. Zaparło mi dech w piersiach. Jej uścisk był mocny i przez chwilę nie mogłam oddychać. Will to dostrzegł.
- Udusisz ją.- powiedział przestraszony.
- Przepraszam.- Alex wypuściła mnie z objęć.
- Nie ma sprawy.- mówię szybko łapiąc powietrze.
- Will mi powiedział. Przykro mi.- przygląda mi się.
- Dzięki.- próbuje się uśmiechnąć, ale mi to nie wychodzi.- Nie musisz się martwić.
Uśmiechnęła się.
- Zapomniałam Ci wspomnieć, że oni zostaną pochowani w Londynie.-zwracam się do niego.
- Chcesz, żebym poleciał z Tobą?-pyta.
- Nie, ja nie chce tam w ogóle lecieć.- mówię.- Po prostu chciałam Ci o tym powiedzieć.
- No dobrze, ale jesteś pewna, że nie chcesz?
- Tak jestem pewna. Poproszę siostrę mojego taty, żeby się wszystkim zajęła.
Kiwnęli zgodnie głowami.
Ciocia Kate mieszkała w Londynie, więc na pewno się tym zajmie. Lubię ją, ale od kiedy zamieszkałam w Polsce nie dawałam znaku życia. Postanowiłam do niej któregoś dnia zadzwonić.
- Nie będę się bawić w żadne żałoby itd.- mówię stanowczo.
- Jeśli tego chcesz to nie ma sprawy. Będziemy się zachowywać jak zwykle.- mówi Alex.
- Dziękuje.- uśmiecham się.

***

Siedzimy na kanapie w salonie i kończymy oglądać film. Alex wybrała komedie romantyczną, a ja i Will nie sprzeciwialiśmy się.
Przypomniało mi się jak szybko ucichli kiedy mnie dostrzegli w salonie. Czuję, że coś przede mną ukrywają. Postanowiłam się go o to spytać, gdy już będziemy sami.
Zaraz po filmie Will zabrał się z Alex do siebie po kilka niezbędnych rzeczy. Ja poszłam poszłam do kuchni przygotować coś na obiad.

Rozdział VI


Rozdział VI

Obudziłam się jakąś godzinę temu, ale jakoś nie mam ochoty wychodzić z łóżka.
W końcu udało mi się przekonać samą siebie, że trzeba wstać. Narzuciłam na siebie szlafrok, związałam włosy i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni i stwierdziła, że mam ochotę na sałatkę.
Kiedy skończyłam już jeść, poczłapałam na górę się przebrać. Wciągnęłam na siebie szare dresy z białym napisem i luźną, czarną bluzkę. Podeszłam do szafki przy łóżku i wzięłam telefon. W drodze na dół włączyłam go. Okazało się, że Will dzwonił do mnie później jeszcze sześć razy i napisał kilkanaście SMS-ów. Od razu usunęłam te od Willa. Wśród tych od niego znalazłam także jeden od Alex. Wystukałam jej numer i zadzwoniłam.
- Hej Alex, chciałaś coś konkretnego?- pytam.
- Chciałam wiedzieć co się stało wczoraj, bo nie mogłam znaleźć Cię w klubie.- odpowiada.
- Wróciłam do domu ze znajomym.- mówię.
- A mogę wiedzieć kto to taki?- pyta.
- Z Mateuszem Brodem.- odpowiadam beznamiętnie.
- Z tym przystojniakiem co chodzi z Willem do jednej klasy?- zadaje kolejne pytanie.
- Tak, właśnie z nim.- mówię szybko.
- A co z moim bratem?- pyta stanowczo.
- A co ma być? Nic między nami nic nie ma i nie było.- nie wiem kogo chcę przekonać, ją czy samą siebie.
- Nic?- kolejne pytanie.- Nie kłam, Will mi powiedział co między wami zaszło.
Nie podobało mi się to w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. Mam dość tematu o Willu.
- Nic między nami nie ma.- kolejne kłamstwo.- Jeśli to wszystko to będę już kończyć.- mówię szybko.
- Poczekaj jeszcze chwilkę. Mam do Ciebie ostatnie pytanie.- prosi.
- No dawaj.- mówię.
- Kiedy masz urodziny?- pyta.
- Za trzy dni, a teraz naprawdę muszę już kończyć. Na razie.- czekam aż odpowie.
- OK, na razie.- rozłącza się.
Po kilku sekundach namysłu postanowiłam zadzwonić do rodziców.
Po trzecim sygnale odebrała mama.
- Hej córeczko.- przywitała się, a ton jej głosu był inny niż zwykle. Taki pełen troski i miłości.
- Cześć mamo.-mówię.- Jak tam w Londynie?- pytam.
- Całkiem dobrze.- odpowiada.
- Cieszę się.- mówię.
- Co robiłaś wczoraj kochanie?- pyta mam z zaciekawienie. A to, że nazwała mnie „kochanie” to już całkiem mnie zaskoczyło.
- Wybrałam się z Alex do klubu.- odpowiedziałam obojętnie.
- Hmm… no dobrze. Posłuchaj kochanie ja muszę już kończyć. Nie martw się o nas. Kochamy Cię. Pa.- rozłączyła się.
Siedzę przed telewizorem, jem lody i oglądam jakąś kiepską komedie. Nagle słyszę dzwonek do drzwi. Wstałam i poszłam otworzyć.
W progu stał nie kto inny tylko oczywiście Will.
- Po co przyszedłeś?!- warknęłam.
- Muszę z Tobą porozmawiać.- mówi.
Kręcę głową.
- A nie przyszło Ci do głowy, ze ja nie mam ochoty z Tobą rozmawiać?!-pytam wściekła.
- Naprawdę muszę z Tobą porozmawiać, proszę wpuść mnie i daj wszystko wytłumaczyć.- błaga.
- Dobra, masz pięć minut.- wpuszczam go do środka.
Siadamy w salonie. Will patrzy mi prosto w oczy. Nikt z nas nic nie mówi. W końcu przełamałam lody i odezwałam się pierwsza:
- Co chciałeś mi powiedzieć?- pytam już nieco spokojniejszym tonem.
- Nie wiem od czego zacząć.- odpowiada.
- Najlepiej będzie jeśli zaczniesz od początku.- mówię
- No dobrze.- mówi.- Jestem Nieśmiertelnym.- dodaję poważnym tonem.
- Sorry, ale nie wierzę w takie rzeczy.- mówię kpiąco.
- Tylko, że to prawda.- znowu mówi poważnym tonem.
- OK. Powiedzmy, że w to wierzę.-mówię.- To niby co to ma wspólnego ze mną?- pytam.
- To ma wspólnego z Tobą, że ty także taka jesteś.- odpowiada.
- Słucham? Ja, Nieśmiertelnym?- pytam zdezorientowana.
- No tak, ale nie do końca.- mówi cicho.
- To znaczy?- pytam.
- Jesteś Nieśmiertelnym, ale także Łowcą.- mówi nie spokojnym głosem.
- Łowcą?- kolejne pytanie.
- Tak.- odpowiada.
- Wytłumaczysz mi dlaczego taka jestem?- pytam zagubiona.
- Tak wytłumaczę.- mówi.- Twoja matka pochodzi z klanu Łowców, a ojciec z klanu Nieśmiertelnych.- ciągnie.
- Kłamiesz.- oskarżam go.
- Nie, nie kłamię. Klan Łowców wygasł już dawno temu. A przynajmniej Ci którzy umieli na nas polować. Łowcy teraz nie zawracają sobie nami głów. Wolą wykorzystywać swoją moc do umilania sobie życia.- mówi.- Twoja matka zdradziła klan, bo jej miłość do Nieśmiertelnego była zakazana. Tak samo jak twój ojciec, jego miłość do twojej matki tez był zakazana. Ty jesteś ich dzieckiem, czyli połączeniem obu klanów. Dzięki temu jesteś silniejsza niż my wszyscy.- mówi lekko się uśmiechając.
- No dobrze.- odpowiadam powoli.
- Nieśmiertelnych nie da się zabić tak jak człowieka. Nieśmiertelnego trzeba pozbawić jego mocy, bo nasza moc równa się naszemu życiu. Kiedy ktoś pozbawi Nieśmiertelnego mocy, on umiera.- mówi. - Nieśmiertelny się nie starzeje dzięki temu, że co jakiś czas pije ludzką krew.-ciągnie.
Popatrzyłam na niego znacząco.
- Spokojnie ty na razie jeszcze nie musisz. Krew pijemy dopiero wtedy, gdy zauważamy, że zaczynamy się starzeć.- pociesza mnie.- W dniu Twoich szesnastych urodzin staniesz się pełno prawnym Łowcą oraz Nieśmiertelnym. Z tego co wiem to to będzie za trzy dni.-uśmiecha się.
- Alex, prawda?-pytam.
- Owszem.- szczerzy się.
- Hmm… OK.- mówię.- A tak w ogóle to dlaczego Łowcy polują na Nieśmiertelnych?- pytam nagle.
- Twierdzą, że to co robimy ludziom jest złe. Choć tak naprawdę oni po tym czują się tak samo, no może są troszeczkę zmęczeni.- westchnął.
- Rozumiem.- mówię cicho.
- Tylko musisz wiedzieć, że jeśli na świecie są jeszcze jacyś Łowcy, którzy chcą polować na Nieśmiertelnych i wiedzą o Tobie to…- słowo utknęło mu w gardle.
- To co?- pytam.
- ...to będą chcieli Cię odnaleźć i zabić.- mówi szeptem.
- Zabić?!- pytam przestraszona.
- Nie martw się. Nawet jeśli Cię znajdą to i tak nie dam im Cię skrzywdzić.- przytulił mnie do siebie.
Siedzieliśmy tak dosyć długo. Nie wiem czemu, ale przy nim czułam się bezpieczniej. Zdałam sobie sprawę, że nie zapytałam go o Łowców.
- Czy Łowcę da się zabić?-pytam.
- Tak. Da się go zabić tak samo jak człowieka. Tyle, że Łowca starzeje się wolniej od człowieka i ma pewne zdolności.- odpowiada.
- Jakie zdolności?- pytam zaciekawiona.
- Potrafią czytać w myślach innym tak samo jak Nieśmiertelni. Poza tym potrafią wyczuć Nieśmiertelnego z bardzo dużej odległości, bardzo dobrze władają bronią, są bardzo silni i szybcy.- mówi.
- A co potrafią Nieśmiertelni, oprócz czytania w myślach?- kolejne pytanie.
- Potrafią manipulować ludźmi, narzucić im swoją wolę, stawać się niewidzialni, są szybcy i silni tak jak Łowcy. Niektórzy mają wizję i potrafią porozumiewać się z duchami, a i szybciej zdrowiejemy.- odpowiada.- W sumie to jest tego dużo, ale nie każdy ma wszystkie te zdolności. Niektórzy są wyjątkowi tak jak Ty i maja większość tych darów, albo wszystkie. Do której Ty grupy należysz, przekonamy się dopiero kilka dni po urodzinach, bo zaczną się ujawniać.
- A ja jestem połączeniem tego wszystkiego.- uśmiecham się.- A Mateusz?- pytam.
- Co Mateusz?- pyta zaskoczony.
- Jest Nieśmiertelnym?- pytam.
- Tak, jest Nieśmiertelnym.- odpowiada.- Skoro już o nim mowa to chcę, żebyś wiedziała, że to co mówił jest kłamstwem.- mówi.
I cała chwila nagle prysła. Od razu odskoczyłam od niego. Teraz stoję naprzeciwko niego.
- Nie musisz mi niczego tłumaczyć, rozumiem.- mówię szybko.
- Nie prawda, nie rozumiesz.- kręci głową.- Mateusz tak powiedział, ale to nie prawda. On tak powiedział ze względu na to, że nie mógł znieść, że ty wolisz mnie, a nie jego.- mówi.- Jest przyzwyczajony do tego, że dostaje to czego chce.- ciągnie.
- A skąd mam wiedzieć, że to on kłamie, a nie ty?- pytam podejrzliwie.
- Czy widziałaś mnie kiedyś z inną dziewczyną?-pyta.
- Nie, nie widziałam.- mówię nadal nie przekonana.
- No właśnie.- patrzy mi prosto w oczy.- Widzę, że nadal mi nie wierzysz.- dodaję.
- To prawda, nie wierzę.- odparłam.
- W takim razie coś Ci pokaże.- mówi.
- OK.- mówię szybko.
- Więc skoncentruj się na mnie i zajrzyj mi w myśli.- mówi.
Zrobiłam jak kazał.
Po chwili znałam już każdą jego myśl. Will mówił prawdę. To Mateusz kłamał. Znalazłam tez jeszcze jedną bardzo przydatną informacje.
Znów siedziałam i wpatrywałam się w jego oczy.
- Nie kłamałeś.- uśmiecham się.
- Mówiłem.- odwzajemnia uśmiech.
- Dowiedziałam się jeszcze jednej, bardzo ciekawej rzeczy.- mówię.
- To znaczy?- pyta.
- Że Nieśmiertelny zakochuję się raz na całe życie.- odpowiadam.
- Czyli już rozumiesz, że nie będę kochał nikogo oprócz Ciebie.- uśmiecha się lekko.
Wtulam się jeszcze bardziej w niego.
- Ja w twoich myślach nie mogę czytać.- mówi.
- Czemu?- pytam.
- Przez to, że jesteś pół Łowcą, pół Nieśmiertelnym możesz wybierać czy chcesz pokazywać swoje myśli, czy nie i komu chcesz je pokazać.- całuje mnie w czoło.
- Jedna z wielu zalet.- drażnię się z nim.
- Dla mnie to nie zaleta, ale jakoś wytrzymuję.- unosi mój podbródek i całuje lekko w usta.

Rozdział V

Rozdział V

W pewnej chwili zauważyłam, że Will stoi na drugim końcu sali i przygląda się nam. Mateusz też go zauważył. Kątem oka dostrzegłam, że uśmiecha się do Willa, odwrócił się do mnie i mnie pocałował. Nic nie mogłam zrobić.
Gdy w końcu się ode mnie odsuną, uśmiechną się szeroko. Co dziwnego pragnęłam, żeby jeszcze raz to zrobił. Uśmiechnęłam się i przyciągnęłam go do siebie, a wtedy nasze usta znowu się spotkały. Kiedy oderwaliśmy się od siebie zobaczyłam, jak Will idzie w naszą stronę. Po chwili stał już obok nas. Zamachnął się i uderzył Mateusza pięścią z twarz. Mateusz się zachwiał i po chwili zaczęli okładać się pięściami, a wokół nich zgromadziła się grupa ludzi. Stałam w tym tłumie i patrzyłam na nich obu. Jeden i drugi był posiniaczony. Mateuszowi leciała krew z nosa i miał rozciętą wargę, a Will podbite oko i rozcięty łuk brwiowy. Stanęłam między nimi.
- Przestańcie, to jest śmieszne!- krzyknęłam do nich.
- Piękna, nie wtrącaj się!- powiedział Mateusz i odepchną mnie na bok.
- Nie mów tak do niej!- warkną Will i rzucił się na Mateusza.
Byłam szybsza i znów stanęłam między nimi. Will się zatrzymał i przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. W jego oczach widać było jaki ból mu sprawiłam. Powinno mnie to cieszyć, ale jakoś nie mogę tego znieść. Nie powinno tak być. Potwierdziło się to co podejrzewałam od dnia kiedy go spotkałam „KOCHAM WILLA”. Kiedy z nim przebywam i rozmawiam zdaje mi się, że znałam go wcześniej. To oznacza, że muszę się trzymać od niego z daleka. Musi mi to przejść. Z zamyśleń wyrywa mnie głos Mateusza.
- Mel może pójdziemy już?- pyta trzymając mnie za rękę.
- Tak, chodźmy.- odpowiadam nie pewna co się dzieje i ruszamy do wyjścia.
Nagle ktoś łapie mnie za drugą rękę i ciągnie mnie do tyłu. Błagam w myślach, żeby to nie był William. Odwracam, żeby się przekonać czy moje przypuszczenia są błędne. Niestety miałam rację. To Will. Popatrzyłam się na Mateusza i zobaczyłam niesmak na jego twarzy.
- Proszę Mel nie idź z nim.- szepcze Will.
- Pójdę, bo tego chcę. Nie będziesz mi mówił co mam robić.- warknęłam.
Poczułam, że zwolnił trochę uścisk, więc szybko wyrwałam rękę. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z Mateuszem. Ani razu się nie obejrzałam.

***

Mateusz stanął samochodem pod moim domem.
Stoimy przy drzwiach do domu. Przez długi czas nikt się nie odzywał., aż w końcu złapałam go za szlufki od spodni i przyciągnęłam go do siebie. Popatrzył na mnie, a ja się uśmiechnęłam. Objął mnie w pasie, tym samym jeszcze bardziej zmniejszając odległość między nami. Musiałam stanąć na palcach, bo Mateusz był mniej więcej wzrostu Willa. On się lekko nachylił i nasze usta się spotkały. Zauważyłam, że pocałunki z nim różnią się od tych z Willem. Usta Willa są ciepłe, tak samo jak oddech. Natomiast Mateusz ma zimne usta i jego oddech wywołuje u mnie dreszcze. Oderwaliśmy się od siebie, jeszcze ostatni raz pocałowałam go lekko w policzek i weszłam do domu. Przez okno patrzyłam jak odjeżdża. Wbiegłam na górę i poszłam pod prysznic. Nie miałam siły już kompletnie na nic. Po prostu od razu kiedy wyszłam spod prysznica, rzuciłam się na łóżko. Jeszcze przez chwilę myślałam nad tym co się dzisiaj wydarzyło. Stwierdziłam, że muszę pokazać Willowi, że go nie kocham. Tak będzie lepiej dla nas obojga.
Mam nadzieję, że kiedy zacznę się spotykać z Mateuszem to on o mnie zapomni. Tylko nie sądzę, żebym ja mogła o nim kiedykolwiek zapomnieć. Mateusz to jest taki typ chłopaka, który się nie zakochuje. Tacy jak on, bawią się dziewczynami i je zostawiają. Przynajmniej nie będę po nim płakać jak wrócę do Londynu. Bo nie sądzę, żebym została na stałe w Warszawie.
Choć gdybym została to może mogła bym stworzyć z Willem szczęśliwy związek. Kiedy zmęczenie zaczęło dawać mi się we znaki, zamknęłam oczy i przewróciłam się na drugi bok. Zanim zasnęłam, przez głowę przeszła mi jeszcze jedno myśl: „KOCHAM WILLA”.
Obudził mnie dzwoniący telefon. Z początku udawało mi się go ignorować, ale on nie przestawał dzwonić. W końcu podniosłam go i przeczytałam nazwę na wyświetlaczu. To był Will. Rozłączyłam się i zaczęłam przeglądać historie połączeń. Mam piętnaście nieodebranych połączeń od Willa. Odłożyłam telefon z myślą, że Will da już sobie spokój z dzwonieniem. Jednak nie zdążyłam nawet zamknąć oczy, a telefon kolejny raz zadzwonił. Odebrałam.
- Czego ty chcesz?!- warknęłam.
- Proszę porozmawiaj ze mną.- błaga.
- Daj mi spokój!- krzyknęłam.- Zrozum, że tak będzie lepiej dla każdego z nas.- mówię nieco spokojniej.
- Lepiej?- kpi Will.- Dobrze wiesz, że tak nie będzie lepiej.- łka.
- Przestań w końcu udawać, że coś do mnie czujesz!- krzyczę.- Mateusz mi powiedział, że masz dziewczynę.- powiedziałam ponuro i się rozłączyłam.
Will dzwonił jeszcze kilka razy. W końcu zdenerwowałam się i wyłączyłam telefon. Miałam wyrzuty sumienia, że nie dałam mu nic więcej wyjaśnić.
Kiedy zasypiałam, poczułam jak łzy płyną mi po policzkach.

Rozdział IV

Rozdział IV

Ten dzień zaczął się tak samo jak, każdy inny. Zeszłam na śniadanie, tylko o dziwno nikogo tam nie było. Do lodówki była przyczepiona karteczka:
Droga córeczko!
Razem z tatą postanowiliśmy spędzić parę dni w Londynie. Nic Ci nie wspominaliśmy, bo wczoraj od razu poszłaś do siebie do pokoju. Kiedy później do Ciebie zaglądałam to już spałaś. Przepraszamy, że się z Tobą nie pożegnaliśmy. W razie kłopotów pójdź do państwa Donkey. Uprzedziliśmy ich wczoraj wieczorem o tym, że wyjeżdżamy. Oni powiedzieli o tym Alex i Willowi. Dzieciaki obiecali, że wpadną rano do Ciebie. Zostawiliśmy Ci kartę kredytową, leży na stole. Wracamy za pięć dni.
Mama i tata

„Nie no po prostu super”.- pomyślałam.

***

Leżę teraz na łóżku i próbuję się zdrzemnąć. Nagle słyszę dzwonek do drzwi. Wstałam z łóżka, nałożyłam szlafrok, związałam włosy i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam uśmiechniętych Willa i Alex.
- Hej.- powiedzieli chórem.
- Cześć Wam.- odpowiedziałam.
- Rodzice nam powiedzieli, że twoi rodzice wyjechali, więc pomyśleliśmy, że wpadniemy.- mówi Alex.
- To możemy wejść?- pyta Will.
- Tak, jasne.- odpowiedziałam i wpuściłam ich do środka.
Usiedliśmy w salonie.
- Mel nie będziesz miała nic przeciwko jeśli za kilka minut wyjdę?- pyta Alex.- Umówiłam się z chłopakiem.- ciągnie.
- Jasne, że nie będę miała nic przeciwko. Przecież nie musicie ze mną siedzieć, to nie jest wasz obowiązek.- odpowiadam spokojnie.
-Tak wiem. Na prawdę bym z Wami została, ale ja się z nim umówiłam już wcześniej.- mówi uśmiechając się lekko.
- Oj tam. Nic się nie stało.- mówię uśmiechając się do niej.
- No dobrze. Obiecuję, że Ci to jakoś wynagrodzę.- obiecuję mi Alex.
- Okey. Trzymam Cię za słowo.- uśmiecham się jeszcze bardziej.
- To ja spadam, pa.- wstaje i podchodzi do drzwi.
- Ok, bawcie się dobrze. Pa- żegnam się.
- Wy też bawcie się dobrze. Do później.- wychodzi.
Zostałam sam na sam z jej bratem. Nadal cały czas myślę o tym co się stało wczoraj. To było nie rozsądne z mojej strony. Z drugiej strony nigdy nie byłam rozsądna. Chociaż nadal nie jestem przekonana czy to jest ok. Nie, nie mogę już więcej do tego dopuścić.
Will przysunął się do i po chwili jego usta muskały moje. Zatopiłam się w tym pocałunku całkowicie. Jego usta smakowały tak cudownie. Dopiero po chwili się opamiętałam i odsunęłam się od niego.
- Przestań.- powiedziałam cicho.
Znów przysunął się do mnie. Wziął mnie za rękę.
-Czemu? Nie chcesz mnie?- pyta.
Spojrzałam na niego.
- Chodzi o to, że nie chcę się na razie do nikogo przywiązywać. Nie wiadomo jak długo tu zostanę.- mówię stanowczo.
- Za późno. Teraz już nie dam Ci odejść.- próbuje mnie pocałować.
Szybko wstaję z kanapy. Stoję tak i wpatruje się w niego.
- Przepraszam, ale naprawdę nie mogę. Chyba będzie lepiej jeśli już pójdziesz.- mówię.
- Najwidoczniej muszę.- odpowiada ponuro.- W razie czego dzwoń.- dodaje z nadzieją.

***

Odkąd Will wyszedł, minęła już ponad godzina. Nadal nie wierzę w to, że go spławiłam. Siedzę u siebie w pokoju. Właśnie wstałam z łóżka i idę pod prysznic, gdy usłyszałam, że dzwoni mi telefon. Podeszłam do łóżka i zerknęłam na telefon. Na wyświetlaczu świeci się numer Alex, więc odebrałam.
- Hej.- powiedziałam.
- Hej Mel. Ubieraj się, jedziemy się zabawić!- krzyczy Alex do słuchawki.
- A mogę wiedzieć gdzie?- pytam.
- Do klubu. No ubieraj się szybko i schodź. Czekam u Ciebie pod domem.- rozłącza się.
Podchodzę do szafy i zaczynam ją przeglądać. Włożyłam czarno-niebieską sukienkę na ramiączkach, czarne trampki przed kostkę i dżinsową kurtkę z ćwiekami. Stanęłam przed lustrem, podwinęłam rękawy kurtki i związałam włosy w kitkę.
Chwilę później wychodziłam z domu i szłam w stronę przyjaciółki.
- Hej!- krzyknęła.
- Hej.- odpowiedziałam, kiedy już znalazłam się koło niej. Zauważyłam siedzącego koło niej chłopaka. Miałam się jej pytać kto to, gdy sam się przedstawił.
- Nazywam się Kuba Mięczuk. Jestem chłopakiem Alex.- podaje mi rękę.
- Melanii Chołk, niedawno się tu przeprowadziłam.- ściskam jego rękę.
Zajmuję miejsce na tylnym siedzeniu i ruszamy.

***

Zatrzymaliśmy się przed tym samym klubem, w którym byłam z Willem. Wysiadamy z auta. Alex ciągnie mnie za rękę i wchodzimy do klubu.
W środku jest straszny tłum. Przy barze zauważam Mateusza. Szybko odwracam się błagając w myślach, żeby mnie nie zobaczył. Niestety daremny trud, bo już po chwili szedł w moją stronę. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu przyjaciółki, lecz nigdzie jej nie widzę. Usłyszałam za sobą głos Mateusza.
- Hej śliczna.- mówi.- Gdzie zgubiłaś Willa?- pyta.
- Po pierwsze nie mów do mnie śliczna, a po drugie co Ci do tego gdzie jest Will?- warknęłam.
- No dobrze nie denerwuj się tak.- mówi nie zrażony.- Skoro nie ma Willa to chodź ze mną zatańczyć.- uśmiecha się odsłaniając swoje proste, białe zęby.
- A skąd pomysł, że chcę z Tobą tańczyć?- pytam złośliwie.- Will opowiedział mi o Tobie. Chyba nie masz za dobrej reputacji.- wrednie się do niego uśmiecham.
-Will Ci powiedział? A powiedział Ci, że ma dziewczynę?- mówi troszeczkę zdenerwowany.
Patrze na niego pytającym spojrzeniem.
- A czyli nie powiedział.- mówi zadowolony z siebie.
Złapał mnie za rękę i wciągnął na parkiet. Sama nie wiem jak, ale po chwili zaczęłam z nim tańczyć. Cały czas miałam w głowie to co mi powiedział: „Will ma dziewczynę”. Nie rozumiem tego w ogóle. Ale wiem jedno muszę się na nim odegrać!
- Ty i Will się nie lubicie, prawda?- pytam go.
- Aż tak to widać?- uśmiecha się.
- Nie, wcale.- także się uśmiecham.
Mateusz w jednej chwili trzymał rękę w mojej tali, a w drugiej sięgnął wyżej i rozpuścił mi włosy. Loki opadły mi luźno na ramiona. On uśmiechnął się triumfalnie.
- Tak Ci jest o wiele lepiej piękna.- szepnął mi na ucho.
Czułam, że się rumienię…