Rozdział VII
Leżymy z Willem na łózko w
moim pokoju. Zaproponowałam mu, żeby został na noc. On z chęcią
przyjął zaproszenie. Powiedział, że będzie mnie pilnował, że
przy nim nic mi się nie stanie.
- Kocham Cię.- wyszeptał mi
do ucha.
- Ja też Cię kocham.-
odszepnęłam.
Po tych słowach zapadłam w
twardy sen.
Obudziły mnie hałasy z
kuchni. Spojrzałam na miejsce obok siebie. Było puste co znaczyło,
że Will już wstał. Zbiegłam na dół, zobaczyłam go jak stoi
przy kuchence i smaży jajecznicę na śniadanie. Kiedy mnie
zobaczył, uśmiechnął się do mnie lekko.
- Jak Ci się spało
księżniczko?- podchodzę do niego.
- Całkiem dobrze.- całuje
mnie w czoło.
Odchodzę i zajmuje miejsce
naprzeciwko. Wyciągam warzywa i zaczynam je kroić. Kiedy
skończyłam, podałam je Willowi, żeby mógł z nich zrobić
sałatkę. Nic nie mówiłam, tylko siedziałam i czekałam aż Will
skończy. Po kilku minutach wszystko było gotowe. Siedzieliśmy w
jadalni, kiedy usłyszeliśmy dzwoniący telefon. Poznałam, że to
moja komórka. Pobiegła na górę, żeby odebrać.
***
Ten telefon wywrócił moje
życie do góry nogami. Gdy schodziłam na dół poczułam jak po
policzkach cieknął mi łzy. Zanim weszłam do salonu wytarłam
mokre policzki i się troszeczkę uspokoiłam.
Zastałam Willa siedzącego na
kanapie w salonie. Chciałam do niego podejść, ale nogi się pode
mną ugięły i opadłam na podłogę. Will spojrzał w moją stronę.
Błyskawicznie wstał i zaczął mnie podnosić. Bez jego pomocy nie
byłabym w stanie w ogóle tego zrobić. Trzymał mnie w ramionach i
ocierał łzy. O dziwo nie zauważyłam wcześniej, że znowu
zaczęłam płakać. Widziałam, że on nic z tego nie rozumie. Nie
miałam siły nic powiedzieć na głos, więc postanowiła przekazać
mu to w myślach: „Moi rodzice nie żyją, zostali zamordowani.”
Łzy dalej spływały mi po policzkach. Will dał już sobie spokój
z ich wycieraniem. Przytulił mnie mocniej. Jakby sądził, że
teraz, zaraz przyjdą też po mnie. W myślach powiedział do mnie,
że wszystko będzie dobrze. Nie wierzyłam mu w ogóle. Nie
wiedziałam co mam zrobić. W głowie zaczęły rodzić się różne
pytania. Nie wiem kto, ani dlaczego mógłby to zrobić. Niestety mam
wrażenie, że to jest związane ze mną i to kim jestem. No właśnie,
a tak właściwie to kim jestem? Will mówił, że połączeniem
dwóch klanów, ale jestem przekonana, że taki ktoś musi mieć
jakąś nazwę. Muszę się tego wszystkiego dowiedzieć. Może
poproszę Willa, żeby mi pomógł. On na pewno będzie wiedział
gdzie można znaleźć informację na ten temat.
Zmęczyło mnie to wszystko.
Will zaniósł mnie na górę i położył na łóżku.
- Musisz odpocząć.- głaskał
mnie po policzku.
Kiwnęłam głową. Nie mam
siły, żeby mu podziękować, więc uśmiechnęłam się do niego
słabo. Will odpowiedział tym samym i położył się obok mnie.
Odwróciłam się do niego plecami, a on przysunął mnie bardziej do
siebie. Zamknęłam oczy.
Obudziłam się koło
czternastej. Usłyszałam szum wody w łazience. Domyśliłam się,
że Will bierze prysznic. Wstałam i zeszłam na dół. Zrobiłam
sobie płatki z mlekiem i zaczęłam je powoli jeść. Po kilku
minutach Will dołączył do mnie. Miał mokre włosy i chodził bez
koszulki. Czułam się dziwnie cały czas na niego patrząc, ale nie
mogłam oderwać wzroku. Will zauważył, że się mu przyglądam.
Uśmiechnął się do mnie, a ja speszona odwróciłam wzrok. Czułam
jak oblewam się rumieńcem. Nikt oprócz niego tak na mnie nie
działał.
- Jak się trzymasz?- wpatruje
się we mnie.
- Nie jest najgorzej.- kłamię.
- Kiepsko kłamiesz.- mówi.-
Powiedz prawdę.
- Sama nie wiem, może
skołowana i troszeczkę smutna.- wyznaję szczerze.- Tak chyba nie
powinno być. Wcześniej byłam załamana, ale teraz jest zupełnie
inaczej.
Przez chwilę się nad czymś
zastanawiał.
- Tak czasami jest. Nie
przejmuj się.- pociesza mnie.
Kiwam głową. Choć nadal nie
pojmuję dlaczego tak jest. Wstałam i poczłapałam na górę wziąć
prysznic. Nie wiem dlaczego, ale pod prysznicem zły znów napłynęły
mi do oczu. Próbowałam je powstrzymać, ale koniec końców zaczęły
spływać mi po policzkach. Nie było aż tak źle. Wolałabym, żeby
nikt nie widział moich łez, a zwłaszcza Will. Już nigdy nie mogę
sobie pozwolić na płacz kiedy jestem w zasięgu jego wzroku.
Na dole zastałam Willa i Alex
prowadzących zaciętą rozmowę. Kiedy mnie dostrzegli wymienili
porozumiewawcze spojrzenia i umilkli. Alex pobiegła w moją stronę.
Przytuliła mnie do siebie mocno. Zaparło mi dech w piersiach. Jej
uścisk był mocny i przez chwilę nie mogłam oddychać. Will to
dostrzegł.
- Udusisz ją.- powiedział
przestraszony.
- Przepraszam.- Alex wypuściła
mnie z objęć.
- Nie ma sprawy.- mówię
szybko łapiąc powietrze.
- Will mi powiedział. Przykro
mi.- przygląda mi się.
- Dzięki.- próbuje się
uśmiechnąć, ale mi to nie wychodzi.- Nie musisz się martwić.
Uśmiechnęła się.
- Zapomniałam
Ci wspomnieć, że oni zostaną pochowani w Londynie.-zwracam się do
niego.
- Chcesz, żebym poleciał z
Tobą?-pyta.
- Nie, ja nie chce tam w ogóle
lecieć.- mówię.- Po prostu chciałam Ci o tym powiedzieć.
- No dobrze, ale jesteś
pewna, że nie chcesz?
- Tak jestem pewna. Poproszę
siostrę mojego taty, żeby się wszystkim zajęła.
Kiwnęli zgodnie głowami.
Ciocia Kate mieszkała w
Londynie, więc na pewno się tym zajmie. Lubię ją, ale od kiedy
zamieszkałam w Polsce nie dawałam znaku życia. Postanowiłam do
niej któregoś dnia zadzwonić.
- Nie będę się bawić w
żadne żałoby itd.- mówię stanowczo.
- Jeśli tego chcesz to nie ma
sprawy. Będziemy się zachowywać jak zwykle.- mówi Alex.
- Dziękuje.- uśmiecham się.
***
Siedzimy na kanapie w salonie
i kończymy oglądać film. Alex wybrała komedie romantyczną, a ja
i Will nie sprzeciwialiśmy się.
Przypomniało mi się jak
szybko ucichli kiedy mnie dostrzegli w salonie. Czuję, że coś
przede mną ukrywają. Postanowiłam się go o to spytać, gdy już
będziemy sami.
Zaraz po filmie Will zabrał
się z Alex do siebie po kilka niezbędnych rzeczy. Ja poszłam
poszłam do kuchni przygotować coś na obiad.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz