Łączna liczba wyświetleń

piątek, 31 lipca 2015

Rozdział VII

Rozdział VII

Leżymy z Willem na łózko w moim pokoju. Zaproponowałam mu, żeby został na noc. On z chęcią przyjął zaproszenie. Powiedział, że będzie mnie pilnował, że przy nim nic mi się nie stanie.
- Kocham Cię.- wyszeptał mi do ucha.
- Ja też Cię kocham.- odszepnęłam.
Po tych słowach zapadłam w twardy sen.
Obudziły mnie hałasy z kuchni. Spojrzałam na miejsce obok siebie. Było puste co znaczyło, że Will już wstał. Zbiegłam na dół, zobaczyłam go jak stoi przy kuchence i smaży jajecznicę na śniadanie. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się do mnie lekko.
- Jak Ci się spało księżniczko?- podchodzę do niego.
- Całkiem dobrze.- całuje mnie w czoło.
Odchodzę i zajmuje miejsce naprzeciwko. Wyciągam warzywa i zaczynam je kroić. Kiedy skończyłam, podałam je Willowi, żeby mógł z nich zrobić sałatkę. Nic nie mówiłam, tylko siedziałam i czekałam aż Will skończy. Po kilku minutach wszystko było gotowe. Siedzieliśmy w jadalni, kiedy usłyszeliśmy dzwoniący telefon. Poznałam, że to moja komórka. Pobiegła na górę, żeby odebrać.

***

Ten telefon wywrócił moje życie do góry nogami. Gdy schodziłam na dół poczułam jak po policzkach cieknął mi łzy. Zanim weszłam do salonu wytarłam mokre policzki i się troszeczkę uspokoiłam.
Zastałam Willa siedzącego na kanapie w salonie. Chciałam do niego podejść, ale nogi się pode mną ugięły i opadłam na podłogę. Will spojrzał w moją stronę. Błyskawicznie wstał i zaczął mnie podnosić. Bez jego pomocy nie byłabym w stanie w ogóle tego zrobić. Trzymał mnie w ramionach i ocierał łzy. O dziwo nie zauważyłam wcześniej, że znowu zaczęłam płakać. Widziałam, że on nic z tego nie rozumie. Nie miałam siły nic powiedzieć na głos, więc postanowiła przekazać mu to w myślach: „Moi rodzice nie żyją, zostali zamordowani.” Łzy dalej spływały mi po policzkach. Will dał już sobie spokój z ich wycieraniem. Przytulił mnie mocniej. Jakby sądził, że teraz, zaraz przyjdą też po mnie. W myślach powiedział do mnie, że wszystko będzie dobrze. Nie wierzyłam mu w ogóle. Nie wiedziałam co mam zrobić. W głowie zaczęły rodzić się różne pytania. Nie wiem kto, ani dlaczego mógłby to zrobić. Niestety mam wrażenie, że to jest związane ze mną i to kim jestem. No właśnie, a tak właściwie to kim jestem? Will mówił, że połączeniem dwóch klanów, ale jestem przekonana, że taki ktoś musi mieć jakąś nazwę. Muszę się tego wszystkiego dowiedzieć. Może poproszę Willa, żeby mi pomógł. On na pewno będzie wiedział gdzie można znaleźć informację na ten temat.
Zmęczyło mnie to wszystko. Will zaniósł mnie na górę i położył na łóżku.
- Musisz odpocząć.- głaskał mnie po policzku.
Kiwnęłam głową. Nie mam siły, żeby mu podziękować, więc uśmiechnęłam się do niego słabo. Will odpowiedział tym samym i położył się obok mnie. Odwróciłam się do niego plecami, a on przysunął mnie bardziej do siebie. Zamknęłam oczy.
Obudziłam się koło czternastej. Usłyszałam szum wody w łazience. Domyśliłam się, że Will bierze prysznic. Wstałam i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i zaczęłam je powoli jeść. Po kilku minutach Will dołączył do mnie. Miał mokre włosy i chodził bez koszulki. Czułam się dziwnie cały czas na niego patrząc, ale nie mogłam oderwać wzroku. Will zauważył, że się mu przyglądam. Uśmiechnął się do mnie, a ja speszona odwróciłam wzrok. Czułam jak oblewam się rumieńcem. Nikt oprócz niego tak na mnie nie działał.
- Jak się trzymasz?- wpatruje się we mnie.
- Nie jest najgorzej.- kłamię.
- Kiepsko kłamiesz.- mówi.- Powiedz prawdę.
- Sama nie wiem, może skołowana i troszeczkę smutna.- wyznaję szczerze.- Tak chyba nie powinno być. Wcześniej byłam załamana, ale teraz jest zupełnie inaczej.
Przez chwilę się nad czymś zastanawiał.
- Tak czasami jest. Nie przejmuj się.- pociesza mnie.
Kiwam głową. Choć nadal nie pojmuję dlaczego tak jest. Wstałam i poczłapałam na górę wziąć prysznic. Nie wiem dlaczego, ale pod prysznicem zły znów napłynęły mi do oczu. Próbowałam je powstrzymać, ale koniec końców zaczęły spływać mi po policzkach. Nie było aż tak źle. Wolałabym, żeby nikt nie widział moich łez, a zwłaszcza Will. Już nigdy nie mogę sobie pozwolić na płacz kiedy jestem w zasięgu jego wzroku.
Na dole zastałam Willa i Alex prowadzących zaciętą rozmowę. Kiedy mnie dostrzegli wymienili porozumiewawcze spojrzenia i umilkli. Alex pobiegła w moją stronę. Przytuliła mnie do siebie mocno. Zaparło mi dech w piersiach. Jej uścisk był mocny i przez chwilę nie mogłam oddychać. Will to dostrzegł.
- Udusisz ją.- powiedział przestraszony.
- Przepraszam.- Alex wypuściła mnie z objęć.
- Nie ma sprawy.- mówię szybko łapiąc powietrze.
- Will mi powiedział. Przykro mi.- przygląda mi się.
- Dzięki.- próbuje się uśmiechnąć, ale mi to nie wychodzi.- Nie musisz się martwić.
Uśmiechnęła się.
- Zapomniałam Ci wspomnieć, że oni zostaną pochowani w Londynie.-zwracam się do niego.
- Chcesz, żebym poleciał z Tobą?-pyta.
- Nie, ja nie chce tam w ogóle lecieć.- mówię.- Po prostu chciałam Ci o tym powiedzieć.
- No dobrze, ale jesteś pewna, że nie chcesz?
- Tak jestem pewna. Poproszę siostrę mojego taty, żeby się wszystkim zajęła.
Kiwnęli zgodnie głowami.
Ciocia Kate mieszkała w Londynie, więc na pewno się tym zajmie. Lubię ją, ale od kiedy zamieszkałam w Polsce nie dawałam znaku życia. Postanowiłam do niej któregoś dnia zadzwonić.
- Nie będę się bawić w żadne żałoby itd.- mówię stanowczo.
- Jeśli tego chcesz to nie ma sprawy. Będziemy się zachowywać jak zwykle.- mówi Alex.
- Dziękuje.- uśmiecham się.

***

Siedzimy na kanapie w salonie i kończymy oglądać film. Alex wybrała komedie romantyczną, a ja i Will nie sprzeciwialiśmy się.
Przypomniało mi się jak szybko ucichli kiedy mnie dostrzegli w salonie. Czuję, że coś przede mną ukrywają. Postanowiłam się go o to spytać, gdy już będziemy sami.
Zaraz po filmie Will zabrał się z Alex do siebie po kilka niezbędnych rzeczy. Ja poszłam poszłam do kuchni przygotować coś na obiad.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz