Łączna liczba wyświetleń

piątek, 31 lipca 2015

Rozdział VIII

Rozdział VIII

Akurat kiedy rozstawiałam talerze zjawiła się Alex z Willem. Po zjedzeniu, poszliśmy na górę i usiedliśmy u mnie w pokoju. Alex co chwilę zerkała nerwowo na brata.
- Powiecie o co Wam chodzi?- zapytałam.
Alex zaczynała już kręcić głową w geście zaprzeczenia, ale Will popatrzył na nią znacząco.
- Musimy jej to powiedzieć.- zwrócił się stanowczo do siostry.
- Jeszcze mamy na to czas.
- To nie może czekać, doskonale o tym wiesz.- warknął brat.
Jego siostra popatrzyła na mnie zatroskanym wzrokiem.
- Co musicie mi powiedzieć?? Co nie może dłużej czekać??
- Will ty zacząłeś ten temat, więc go skończ.- powiedziała stanowczo Alex.
- Tak, wiem.- zwrócił się do mnie.- Mel poczekaj chwilę, zaraz Ci wszystko wyjaśnię.
- Co wyjaśnisz?! O co wam do cholery chodzi?!- warknęłam
- Chodzi o to, że Ci którzy zginęli i się tobą zajmowali nie byli twoimi biologicznymi rodzicami.- powiedziała powoli Alex.
- Słucham?! Jak to?!
- Niestety, ale to prawda
- Kłamiecie.- zarzuciłam im.
- Nie, mówimy Ci prawdę, która była ukrywana przed Tobą od dzieciństwa.-wtrąca się Will.- To byli zwykli ludzie, którzy Cię adoptowali. Twoi biologiczni rodzice porzucili Cię dla twojego bezpieczeństwa.
Nie wytrzymałam. Czułam, że łzy napływają mi do oczu. Wybiegłam z domu. Usłyszałam za sobą wołanie Willa. Spojrzałam przez ramię i zauważyłam iż biegnie on w ślad za mną, lecz nie zwracałam na to uwagi. Biegłam prosto przed siebie. Kilka minut później znalazłam się na samym środku polany. Opadłam na ziemię i zaczęłam szlochać. Wiedziałam, że Will jest gdzieś nie daleko, ale nie chciałam, żeby mnie teraz znalazł. Teraz, w tym momencie liczyło się tylko to iż okłamywano mnie przez całe życie. Byłam tak tym zdenerwowana i nie chciałam, żeby ktoś mnie zobaczył. Zobaczyłam Willa jak stoi na drugim końcu polanki, rozglądał się na wszystkie strony. Zupełnie tak jakby mnie nie widział. Popatrzyłam na siebie i ze zdziwieniem stwierdziłam, że wokół mnie utworzyła się jakaś błękitna pajęczynka. To pewnie przez nią Will nie może mnie zobaczyć. Stałam się dzięki niej niewidzialna.
Zobaczyłam smutek i zaniepokojenie na jego twarzy. Pośpiesznie wytarłam mokre ślady z policzków. Czułam , że ściskam coś w ręku, lecz nie zdążyłam nawet zerknąć w dół. W mojej głowie pojawiła się myśl- Chciałabym, żeby ta pajęczynka zniknęła, żeby Will mnie ujrzał. Podziałało. W jednej sekundzie Will trzymał mnie w swoich ramionach głaszcząc mnie po głowie. Chyba przypomniał sobie co się stało, bo odsunął się ode mnie na kilka centymetrów bacznie mi się przyglądając.
- Jak to zrobiłaś?- zapytał przestraszony.
- Ja sama nie wiem.- przyznałam szczerze.
Teraz przypomniałam sobie, że cały czas ściskam coś w dłoni. Otworzyłam ją i wypad z niej jakiś błyszczący na błękitno, gładki kamień.
- Skąd go masz?
- To?- pytam zdziwiona.
- Tak, ten kamień.- burknął.
- Ymm… Ja nie wiem… Jak tutaj biegłam to go nie miałam, dopiero jak pomyślałam o tym, że nie chcę, żebyś mnie zobaczył to pojawiła się wokół mnie jakaś pajęczynka i wtedy dopiero poczułam, że mam coś w ręku. Tak jakby sam się tam zmaterializował.- wyznałam.
Spojrzał na mnie, ale nie mogłam niczego z niej wyczytać, bo jego grobowa twarz skutecznie ukryła wszystkie uczucia.
- To wyjaśnia dlaczego nie widziałem Cię.
- Tak?
- Tak. To jest Regalem.- widząc moją minę wyjaśnia.- Z Łacińskiego Kamień Królewski.
- Co to jest?- pytam zagubiona.
- Ten kamień pochodzi z klanu twego ojca. Tylko potomkowie rodu królewskiego mogą go używać. Powinien błyszczeć wtedy na biało.- tłumaczył.
- Ale ten świeci na błękitno.- histeryzuje.- Ej moment, tylko potomkowie rodu królewskiego? To znaczy, że jestem księżniczką?
- Tak jesteś księżniczką.- odpowiada.- A wracając do kwestii kamienia to on świeci inaczej, ponieważ Ty masz w sobie krew błękitną.
- Błękitną?- za dużo tego jak dla mnie.
- Tak, jak Ci już kiedyś mówiłem, jesteś połączeniem dwóch klanów, co za tym idzie dwóch różnych krwi.
- No tak, tyle to wiem. Trudno by o tym zapomnieć.
- Ale nie powiedziałem Ci wtedy wszystkiego. - tu zrobił chwilę przerwy.- Twój ojciec jest królem Nieśmiertelnych, a Twoja matka królową Łowców, a ty masz w sobie krew ich obojga. Z tego wynika, że masz w sobie najczystszą krew, a co za tym idzie, jesteś najpotężniejsza. Takie połączenie nazywamy błękitną krwią. Ty możesz połączyć od dawna wrogie sobie klany , a przynajmniej tak mówi przepowiednia.- widząc moja minę dodał szybko.- To Ci wytłumaczę kiedy indziej, a teraz proszę chodź do domu.
W odpowiedzi skinęłam wolno głową i ruszyliśmy w stronę domu.
Byliśmy już na skraju lasu, kiedy trzy zakapturzone postacie zaatakowały nas. Will krzyczał do mnie, żebym uciekała, a sam zaczął wyprowadzać i blokować ciosy. Nie wiedziałam czy mam si go posłuchać i uciec, czy zostać i jakoś pomóc. Zdecydowałam, że zostanę, bo nie mogła zostawić samego. Nigdy ie wybaczyła bym sobie gdyby coś mu się stało. Sięgnęłam do kieszeni po kamień, który wcześniej tam schowałam. Podbiegłam do Willa, lekko dotykając jego ramienia. Wsunęłam rękę głębiej w kieszeń. Ledwie musnęłam jego zimną powierzchnię palcami, a my już staliśmy u mnie w salonie. Alex najwyraźniej nas usłyszała bo zbiegała już po schodach. „No tak mogłam się domyślić, że Will przekazał już wszystko Alex telepatycznie.”- pomyślałam. Zapomniałam ukryć swoje myśli, przez co Will je usłyszał i posłał mi pełne złości spojrzenie. Alex chciała do mnie podbiec i mnie przytulić, ale na widok kamienia w mojej dłoni stanęła jak wryta. „Ta, Will chyba przekazując jej to wszystko zapomniałeś o drobnym szczególe. Mam Regalem.”- teraz celowo posłałam mu te myśl, a kiedy odwrócił się by na mnie spojrzeć, obrzuciłam go rozbawionym wzrokiem.
- To byli Strażnicy.- powiedział Will.
Mi nic to nie mówiło, ale sądząc po ich minach wyglądało na to, że nic dobrego.
- Dlaczego zostałaś?!- warknął na mnie.
Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Byłam załamana tym co się stało. Dlaczego Ci Strażnicy zaatakowali akurat nas? Will miał skupioną minę. Czułam, że za wszelką cenę chciał wiedzieć o czym myślę, ale ja z premedytacją zablokowałam mu do tego wszelki dostęp. On nie zdaję sobie sprawy jak bardzo zabolało mnie to iż nakrzyczał na mnie za co, co powinno być oczywiste dla nas obojga. Sam mógł się domyślić tego, że nie mogłam go zostawić tam samego, bo go kocham i nie wybaczyłabym sobie tego jeżeli coś złego by go spotkało. „Jesteś kretynem, wiesz?! Nie zostawiłam Cię tam samego, bo Cie Kocham i nie chciałam, żeby coś Ci się stało!!”- wykrzyczałam do niego w myślach. Pobiegłam do siebie do pokoju. Alex chciała mnie zatrzymać, ale odepchnęłam ją. Drzwi zamknęły się za mną z trzaskiem. Oparłam się plecami o drzwi, osunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać. Usłyszałam kroki, zatrzymały się u mnie pod drzwiami.
- Mel, otwórz.- zapukał.
- Idź sobie!
- Przepraszam Cie, nie chciałem tak na Ciebie naskoczyć.- tłumaczył się.
Wstałam, wytarłam mokre ślady na policzkach i otworzyłam drzwi.
- Skarbie, przepraszam.- zrobił krok w moją stronę.
- Nie.- wyciągnęłam rękę i odepchnęłam go.- Odejdź. Masz stąd wyjść. Nie chcę Cię tu widzieć.
- Ale…- zaczął.
- Wyjdź.- rozkazałam.
-Kocham Cię, to się nie zmieni.- szepnął.
- Tylko, że ja już nie Kocham Ciebie.- skłamałam.
- Too… to nie możliwe.
- Zapomniałeś? Ja mam wybór!- wyciągnęłam rękę wnętrzem do góry, a na niej pod skórą pokazały się żyły. Nie białe tak jak u innych tylko błękitne.
- Tak, ale..
- Więc wyjdź!- przerwałam mu.
- Pamiętaj, że ja zawsze będę Cię kochał.- powiedział i zszedł na dół, a po chwili usłyszałam odgłos zamykanych drzwi. Sądząc po panującej w domu ciszy Alex wyszła razem z nim. Zostałam sama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz