Rozdział VIII
Akurat kiedy rozstawiałam
talerze zjawiła się Alex z Willem. Po zjedzeniu, poszliśmy na górę
i usiedliśmy u mnie w pokoju. Alex co chwilę zerkała nerwowo na
brata.
- Powiecie o co Wam chodzi?-
zapytałam.
Alex zaczynała już kręcić
głową w geście zaprzeczenia, ale Will popatrzył na nią znacząco.
- Musimy jej to powiedzieć.-
zwrócił się stanowczo do siostry.
- Jeszcze mamy na to czas.
- To nie może czekać,
doskonale o tym wiesz.- warknął brat.
Jego siostra popatrzyła na
mnie zatroskanym wzrokiem.
- Co musicie mi powiedzieć??
Co nie może dłużej czekać??
- Will ty zacząłeś ten
temat, więc go skończ.- powiedziała stanowczo Alex.
- Tak, wiem.- zwrócił się
do mnie.- Mel poczekaj chwilę, zaraz Ci wszystko wyjaśnię.
- Co wyjaśnisz?! O co wam do
cholery chodzi?!- warknęłam
- Chodzi o to, że Ci którzy
zginęli i się tobą zajmowali nie byli twoimi biologicznymi
rodzicami.- powiedziała powoli Alex.
- Słucham?! Jak to?!
- Niestety, ale to prawda
- Kłamiecie.- zarzuciłam im.
- Nie, mówimy Ci prawdę,
która była ukrywana przed Tobą od dzieciństwa.-wtrąca się
Will.- To byli zwykli ludzie, którzy Cię adoptowali. Twoi
biologiczni rodzice porzucili Cię dla twojego bezpieczeństwa.
Nie wytrzymałam. Czułam, że
łzy napływają mi do oczu. Wybiegłam z domu. Usłyszałam za sobą
wołanie Willa. Spojrzałam przez ramię i zauważyłam iż biegnie
on w ślad za mną, lecz nie zwracałam na to uwagi. Biegłam prosto
przed siebie. Kilka minut później znalazłam się na samym środku
polany. Opadłam na ziemię i zaczęłam szlochać. Wiedziałam, że
Will jest gdzieś nie daleko, ale nie chciałam, żeby mnie teraz
znalazł. Teraz, w tym momencie liczyło się tylko to iż okłamywano
mnie przez całe życie. Byłam tak tym zdenerwowana i nie chciałam,
żeby ktoś mnie zobaczył. Zobaczyłam Willa jak stoi na drugim
końcu polanki, rozglądał się na wszystkie strony. Zupełnie tak
jakby mnie nie widział. Popatrzyłam na siebie i ze zdziwieniem
stwierdziłam, że wokół mnie utworzyła się jakaś błękitna
pajęczynka. To pewnie przez nią Will nie może mnie zobaczyć.
Stałam się dzięki niej niewidzialna.
Zobaczyłam smutek i
zaniepokojenie na jego twarzy. Pośpiesznie wytarłam mokre ślady z
policzków. Czułam , że ściskam coś w ręku, lecz nie zdążyłam
nawet zerknąć w dół. W mojej głowie pojawiła się myśl-
Chciałabym, żeby ta pajęczynka zniknęła, żeby Will mnie ujrzał.
Podziałało. W jednej sekundzie Will trzymał mnie w swoich
ramionach głaszcząc mnie po głowie. Chyba przypomniał sobie co
się stało, bo odsunął się ode mnie na kilka centymetrów bacznie
mi się przyglądając.
- Jak to zrobiłaś?- zapytał
przestraszony.
- Ja sama nie wiem.-
przyznałam szczerze.
Teraz przypomniałam sobie, że
cały czas ściskam coś w dłoni. Otworzyłam ją i wypad z niej
jakiś błyszczący na błękitno, gładki kamień.
- Skąd go masz?
- To?- pytam zdziwiona.
- Tak, ten kamień.- burknął.
- Ymm… Ja nie wiem… Jak
tutaj biegłam to go nie miałam, dopiero jak pomyślałam o tym, że
nie chcę, żebyś mnie zobaczył to pojawiła się wokół mnie
jakaś pajęczynka i wtedy dopiero poczułam, że mam coś w ręku.
Tak jakby sam się tam zmaterializował.- wyznałam.
Spojrzał na mnie, ale nie
mogłam niczego z niej wyczytać, bo jego grobowa twarz skutecznie
ukryła wszystkie uczucia.
- To wyjaśnia dlaczego nie
widziałem Cię.
- Tak?
- Tak. To jest Regalem.-
widząc moją minę wyjaśnia.- Z Łacińskiego Kamień Królewski.
- Co to jest?- pytam
zagubiona.
- Ten kamień pochodzi z klanu
twego ojca. Tylko potomkowie rodu królewskiego mogą go używać.
Powinien błyszczeć wtedy na biało.- tłumaczył.
- Ale ten świeci na
błękitno.- histeryzuje.- Ej moment, tylko potomkowie rodu
królewskiego? To znaczy, że jestem księżniczką?
- Tak jesteś księżniczką.-
odpowiada.- A wracając do kwestii kamienia to on świeci inaczej,
ponieważ Ty masz w sobie krew błękitną.
- Błękitną?- za dużo tego
jak dla mnie.
- Tak, jak Ci już kiedyś
mówiłem, jesteś połączeniem dwóch klanów, co za tym idzie
dwóch różnych krwi.
- No tak, tyle to wiem. Trudno
by o tym zapomnieć.
- Ale nie powiedziałem Ci
wtedy wszystkiego. - tu zrobił chwilę przerwy.- Twój ojciec jest
królem Nieśmiertelnych, a Twoja matka królową Łowców, a ty masz
w sobie krew ich obojga. Z tego wynika, że masz w sobie najczystszą
krew, a co za tym idzie, jesteś najpotężniejsza. Takie połączenie
nazywamy błękitną krwią. Ty możesz połączyć od dawna wrogie
sobie klany , a przynajmniej tak mówi przepowiednia.- widząc moja
minę dodał szybko.- To Ci wytłumaczę kiedy indziej, a teraz
proszę chodź do domu.
W odpowiedzi skinęłam wolno
głową i ruszyliśmy w stronę domu.
Byliśmy już na skraju lasu,
kiedy trzy zakapturzone postacie zaatakowały nas. Will krzyczał do
mnie, żebym uciekała, a sam zaczął wyprowadzać i blokować
ciosy. Nie wiedziałam czy mam si go posłuchać i uciec, czy zostać
i jakoś pomóc. Zdecydowałam, że zostanę, bo nie mogła zostawić
samego. Nigdy ie wybaczyła bym sobie gdyby coś mu się stało.
Sięgnęłam do kieszeni po kamień, który wcześniej tam schowałam.
Podbiegłam do Willa, lekko dotykając jego ramienia. Wsunęłam rękę
głębiej w kieszeń. Ledwie musnęłam jego zimną powierzchnię
palcami, a my już staliśmy u mnie w salonie. Alex najwyraźniej nas
usłyszała bo zbiegała już po schodach. „No tak mogłam się
domyślić, że Will przekazał już wszystko Alex telepatycznie.”-
pomyślałam. Zapomniałam ukryć swoje myśli, przez co Will je
usłyszał i posłał mi pełne złości spojrzenie. Alex chciała do
mnie podbiec i mnie przytulić, ale na widok kamienia w mojej dłoni
stanęła jak wryta. „Ta, Will chyba przekazując jej to wszystko
zapomniałeś o drobnym szczególe. Mam Regalem.”- teraz celowo
posłałam mu te myśl, a kiedy odwrócił się by na mnie spojrzeć,
obrzuciłam go rozbawionym wzrokiem.
- To byli Strażnicy.-
powiedział Will.
Mi nic to nie mówiło, ale
sądząc po ich minach wyglądało na to, że nic dobrego.
- Dlaczego zostałaś?!-
warknął na mnie.
Nie mogłam wydusić z siebie
ani jednego słowa. Byłam załamana tym co się stało. Dlaczego Ci
Strażnicy zaatakowali akurat nas? Will miał skupioną minę.
Czułam, że za wszelką cenę chciał wiedzieć o czym myślę, ale
ja z premedytacją zablokowałam mu do tego wszelki dostęp. On nie
zdaję sobie sprawy jak bardzo zabolało mnie to iż nakrzyczał na
mnie za co, co powinno być oczywiste dla nas obojga. Sam mógł się
domyślić tego, że nie mogłam go zostawić tam samego, bo go
kocham i nie wybaczyłabym sobie tego jeżeli coś złego by go
spotkało. „Jesteś kretynem, wiesz?! Nie zostawiłam Cię tam
samego, bo Cie Kocham i nie chciałam, żeby coś Ci się stało!!”-
wykrzyczałam do niego w myślach. Pobiegłam do siebie do pokoju.
Alex chciała mnie zatrzymać, ale odepchnęłam ją. Drzwi zamknęły
się za mną z trzaskiem. Oparłam się plecami o drzwi, osunęłam
się na podłogę i zaczęłam płakać. Usłyszałam kroki,
zatrzymały się u mnie pod drzwiami.
- Mel, otwórz.- zapukał.
- Idź sobie!
- Przepraszam Cie, nie
chciałem tak na Ciebie naskoczyć.- tłumaczył się.
Wstałam, wytarłam mokre
ślady na policzkach i otworzyłam drzwi.
- Skarbie, przepraszam.-
zrobił krok w moją stronę.
- Nie.- wyciągnęłam rękę
i odepchnęłam go.- Odejdź. Masz stąd wyjść. Nie chcę Cię tu
widzieć.
- Ale…- zaczął.
- Wyjdź.- rozkazałam.
-Kocham Cię, to się nie
zmieni.- szepnął.
- Tylko, że ja już nie
Kocham Ciebie.- skłamałam.
- Too… to nie możliwe.
- Zapomniałeś? Ja mam
wybór!- wyciągnęłam rękę wnętrzem do góry, a na niej pod
skórą pokazały się żyły. Nie białe tak jak u innych tylko
błękitne.
- Tak, ale..
- Więc wyjdź!- przerwałam
mu.
- Pamiętaj, że ja zawsze
będę Cię kochał.- powiedział i zszedł na dół, a po chwili
usłyszałam odgłos zamykanych drzwi. Sądząc po panującej w domu
ciszy Alex wyszła razem z nim. Zostałam sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz